siedzę tak i oglądam tych ludzi, którzy pędzą gdzieś brudnymi, głośnymi ulicami. wszyscy w jedną stronę. "pewnie gonią czas" - myślę. wzrok błądzi w prawo, w lewo, w dół i w górę. wszystko jest takie nudne i monotonne, gdy widzi się to setny raz. wciąż identycznie. wysokie kobiety w białych sukienkach i szpilkach, które wciąż tak samo i niezmiennie zimno patrzą, jak gdyby chciały zaszczycić swoim mało inteligentnym spojrzeniem, którego niestety nie są świadome. w głowie wirują myśli o najbardziej przypadkowych rzeczach, o których człowiek może pomyśleć. słońce parzy po plecach, a odczuwalna temperatura wynosi 40 stopni. skleroza jednak nie pozwoliła pamiętać o okularach przeciwsłonecznych. to jednak nie jest potrzebne mi teraz do szczęścia. hmm... właściwie to chyba jestem szczęśliwa, gdy tak powoli popijam zimną oranżadę i nie przeszkadza mi nawet wzrok tych kobiet. chyba nawet budzą we mnie sympatię (wariuję). odczuwam dumę, bo przynajmniej dziś ułożyły mi się włosy. pewnie nikt i tak nie zwróci na to uwagi. czuję się w porządku...
okej, czas otworzyć oczy. jest mi zimno, leżę na niewygodnym łóżku, nieuczesana, z rozmazanym makijażem, a jedyne o czym teraz marzę to położyć się spać, choć i tak znając mnie nie zrobię tego szybko.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz